23/24.02

Usiłuję sobie przypomnieć, gdzie rok temu wyobrażałam sobie, że będę w następne urodziny? Dokąd wydawało mi się, że wtedy zmierzałam? Jakiego roku oczekiwałam? Nie pamiętam, ale to nie szkodzi. Nie pamiętam, a i tak chce mi się z siebie śmiać, bo mimo tej niepamięci mam w sobie pewność, że jakiejkolwiek ścieżki sobie wtedy nie wyobrażałam, na pewno nie prowadziła, do miejsca w którym jestem.

W mieście, o którego istnieniu nie wiedziałam jeszcze przed kilkoma miesiącami. Z Pirenejemi przyglądającymi się uważnie moim porannym wędrówkom do pracy. Z głową wypełnioną myślami o pracy przywiezionej z ojczystej uczelni, francuskimi przerwami na lunch i wiadomościami od kogoś, kto co wieczór pyta, czy już zaszło u mnie słońce. Z cydrem dostanym o dzień za wcześnie w urodzinowym prezencie. Z muzyką. Ze wspomnieniem popołudnia spędzonego na leżaku z mrożoną herbatą w ręce (w lutym!). Z przekonaniem, że czegokolwiek bym nie planowała na następny rok, świat na pewno mnie zaskoczy.