O rozmowach ze sobą

IMG_20170923_145011.jpg

I znowu był czerwiec – łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Nie wiadomo, jak najlepiej je przeżyć. Iść przed siebie, albo może zostać w domu i siedzieć przy szeroko otwartym oknie, tak żeby ciepłe powietrze, nasycone dźwiękami lata, weszło do pokoju i zmieszało się z książkami, z ideami, z metaforami, z naszym oddechem.

Kiedy miałam te swoje naście lat i kiepski dzień, lubiłam sobie wyobrażać, jak będzie wyglądało moje dwudziestokilkuletnie życie. Za każdym razem formowałam je na nowo, z podziwu godną kreatywnością zmieniając „detale” – kierunek studiów, miejsce pracy bądź zamieszkania, a także to, jak i z kim spędzałam czas. Niezmienny był tylko kalejdoskop rzeczy, które robiłam (nonszalancja, z jaką moje alter ego w czasie rozmowy rzucało a tak, tak, uczyłam się kiedyś języka migowego, nie wspominałam?), mieszkanie gdzieś w centrum miasta i na pewno z dala od rodziny, posiadanie dużej liczby przyjaciół, faceta, który kocha mnie nad życie i pełna akceptacji pewność siebie z jaką miałam iść przez życie.

Czasami przypominają mi się te wyobrażenia. Gdy jakaś koleżanka znajduje sobie chłopaka, gdy ktoś się zaręcza, gdy mam gorszy dzień albo męczą mnie niekończące się dojazdy – wtedy cichy głos przypomina mi tę piętnastoletnią mnie i pyta właściwie, co ci się z tego udało, dziewczynko? A ja w sumie mogę wtedy co najwyżej wzruszyć ramionami i przyznać, że niewiele. Poszłam (nieco z przypadku) na chyba jedyne studia, których w szkole nie brałam pod uwagę. Z resztą, powoli je kończę, a wciąż mieszkam z rodzicami. Wciąż zdarza mi się potykać o własne nogi, pewność siebie wydaje się być dosyć abstrakcyjną ideą i za boga nie mogę sobie znaleźć faceta. A jednak…

A jednak zdarzają się momenty, kiedy nie chciałabym być nigdzie indziej. Zdarzają się dużo, dużo częściej niż kiedyś, przychodzą nawet wtedy, gdy wraz z nimi przychodzi obawa, że za moment jedyne, co będę miała w głowię to taką piękną katastrofę. Zdarza się częściej i trwa coraz dłużej ta miękka pewność, że jest jak jest, a jest dobrze.

Czasami chciałabym móc powiedzieć tamtej piętnastoletniej mnie, że będzie dobrze, ale w ogóle nie tak jak sobie to wyobraża. I że za kilka lat odkryje, że miękka radość będzie ją nachodzić w najdziwniejszych momentach – nie, kiedy będzie dostawać piątkę czy propozycję zostania na doktorat (chociaż nie oszukujmy się, to naprawdę fajne uczucie), ale wtedy, gdy sprzedawczyni w Żabce będzie sprzedawać jej piwo, mrugając porozumiewawczo i kompletnie nie wierząc w skończenie przez nią dwudziestego czwartego roku życia. I gdy będzie jeść lody na dziedzińcu uczelni, rozmawiając na absurdalne tematy. I gdy będzie jechać do domu zgrzana i zmęczona, czując pod palcami kierownicę gorącą od słońca. I kiedy będzie marnować kolejne czerwcowe wieczory.

Co byście powiedzieli swojemu piętnastoletniemu ja?

 

Można ich – tych niekończących wieczorów – tylko żałować, kiedy już przeminą, kiedy dzień będzie coraz krótszy. Są nieuchwytne. Może właśnie żal, wspomnienie, nostalgia, są jedyną postacią percepcji długich wieczorów czerwcowych. Nie można ich w żaden sposób wyczerpać, chciałoby się wejść do parku i iść przed siebie, ale też usiąść na tarasie i słuchać, jak milkną głosy miasta, jak śpiewają ostatnie kosy…

Reklamy

5 uwag do wpisu “O rozmowach ze sobą

  1. Lubię tę tajemniczą radość, która pojawia się w zmarnowane, czerwcowe wieczory. 🙂
    Hm, chyba powiedziałabym piętnastoletniej mnie, żeby nie bała się sobie zaufać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s