O talentach

silience n. the kind of unnoticed excellence that carries on around you every day, unremarkably — the hidden talents of friends and coworkers, the fleeting solos of subway buskers, the slapdash eloquence of anonymous users, the unseen portfolios of aspiring artists — which would be renowned as masterpieces if only they’d been appraised by the cartel of popular taste, who assume that brilliance is a rare and precious quality, accidentally overlooking buried jewels that may not be flawless but are still somehow perfect.

28581_1184417749139_7746641_n

Strange that something so vibrant as art is so nearly invisible. Strange how rarely we stop to savor the details, or hear the music playing in the background that’s far better than it has any right to be. It’s only after someone points it out, that you finally catch the tune. 

Czasami łapię się na tym, że obserwuję talenty otaczających mnie ludzi tak, jak obserwuje się ulicznych grajków – kątem oka, przelotnie i zawsze, zawsze mimochodem. To właściwie dosyć dziwne, bo przecież podskórny kłąb zieleni czasem aż skręca się na myśl, że ktoś jest w stanie bez większego wysiłku czy chwili zastanowienia zrobić perfekcyjny makijaż albo zdjęcie tak śliczne, że aż nie mogę oderwać od niego wzroku. I chociaż wiem, że to ciężka praca, lata praktyki, priorytetowe traktowanie czegoś, co dla mnie jest – w najlepszym wypadku – drugo- czy trzeciorzędną pasją, to wciąż mój podziw jest przelotny, odrobinę zazdrosny i prawie zawsze milczący.

Who knows how many Kafkas and Van Goghs you might be walking past? Ale tu nie chodzi ani o Kafkę, ani o Van Gogha – tu chodzi o drobne fragmenty piękna, na które faktycznie możemy się natknąć na co dzień i z którymi można obcować nawet nie będąc instagramową influencerką czy jeżdżącą po świecie podróżniczką z prawdziwego zdarzenia. 

It makes you wonder if there’s brilliance all around you, hiding in plain sight, just waiting around to see if you’ll notice.

Mam koleżankę, która jest w stanie zrobić perfekcyjny hybrydowy manicure w czasie, który mnie wystarcza najwyżej na skompletowanie podstawowych elementów  do tegoż potrzebnych. A kiedy wpadnę do niej, umawiając się z odpowiednim wyprzedzeniem, dostanę w gratisie, poza pięknie pomalowanymi paznokciami, także kawę i ciasto. Ale przypominam sobie o tym głównie wtedy, kiedy maluję paznokcie – zawsze na ostatnią chwilę i zawsze zerkając na zegarek. Albo wtedy, gdy manicurzystka w salonie narzeka na moje strasznie drobne palce, i kiedy koleżanka z roku pyta, u kogo robię paznokcie.

Znam dziewczynę, która jest w stanie zrobić rysunek czegoś, o czego działaniu nie ma najmniejszego pojęcia i to tak, że bez problemu można go wykorzystać w dowolnym artykule naukowym z danej dziedziny. Robi to w sposób, który dla mnie jest zupełnie czarną magią, bo maksimum moich możliwości w obsłudze programów około-graficznych to kiepskie rysunki w paincie i prymitywna obróbka zdjęć w czymś w stylu how to fix a selfie. A ona jeszcze uparcie nie przyjmuje ode mnie zapłaty w innej formie niż wegetariańska pizza w gdyńskim Ankerze.

Mam kolegę (no, znajomego), który robi tak piękne zdjęcia, że mam ochotę niemal wszystkie ustawić jako tapetę na komputerze, a przed zrobieniem tego powstrzymuje mnie jedynie fakt, że musiałabym wybrać. Z resztą, zdjęcia robi przeważnie kompletnie mimochodem, nawet nie przerywając rozmowy. A ja – jak już przestaję się krzywić na widok skierowanego w moją stronę obiektywu – zastanawiam się, co by powiedział na ilość czasu, jaką potrzebuję, by zrobić w miarę przyzwoite zdjęcie kubka z kawą czy kwiatów.

Znajoma, z którą nie widziałam się od bóg wie kiedy, pisze tak, że każda jej dłuższa wypowiedź to łyk orzeźwiającej zielonej herbaty w upalny dzień. Są dziewczyny z tak fantastycznym wyczuciem stylu, że mogłabym patrzeć na nie godzinami i znajomi, na których – faktycznie – zdarza się, że patrzę godzinami. Obce osoby, których profile na instagramie obserwuję tak uważnie, jakbym się z nimi widywała na co dzień. Ludzie rozświetlający codzienność jak promyk słońca w pochmurny dzień.

Imagine how much courage it takes, to show up and keep playing anyway, hoping it’ll resonate with someone passing by, though it won’t happen for everybody. To keep pouring your heart into something, even if it falls on deaf ears.

Właściwie dlaczego jestem w stanie podziwiać niemal idealny odcień niebieskiego, jakim okrywa się niebo, a nie rysunek, który wyszedł spod ręki tak podobnej do mojej, a jednak – jakimś cudem – zdolnej do narysowania czegoś pięknego? Czy tylko dlatego, że chmury i drzewa można podziwiać w milczeniu i nie wychodząc z bezpiecznej strefy komfortu, a żeby mówić do ludzi trzeba się odważyć?

Indifference is easy. It takes a lot of courage to fight back against it.

Chcę spróbować być odważna.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O talentach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s