O marcu 3/12

Za każdym razem, gdy jadę na uczelnię, parkuję na czymś, co zdesperowani studenci nazywają parkingiem. To fragment błotnistego terenu między stojącymi tu od dziesięcioleci domami, a stosunkowo nowym budynkiem Wydziału Zarządzania i Ekonomii (nazywanego wydziałem za płotem, zgadnijcie czemu). Fragment ten przypomina to, co zostaje z ziemi, gdy zakończy się poważne roboty drogowe, a budowlańcy zabiorą najcięższy sprzęt, zostawiając za sobą koleiny, śmieci i ponure wrażenie destrukcji. Do tego gdzieś w okolicy mieszka ktoś, kto nie rozumie idei ustawy śmieciowej i na ten nieszczęsny parking regularnie podrzuca niezawiązane worki ze śmieciami, pozwalając by ruch samochodowy, wiatr i zwierzęta rozniosły po okolicy wszystko to, na czym tak skrzętnie oszczędza. Dwa razy wyjmowałam spod samochodu pęk drutu, raz przejechałam żelazko, dziesiątki razy czyściłam buty z błota w uczelnianej łazience i raz zakopałam się na tyle, że kierowca lawety, który miał mnie wyciągnąć, sam zastanawiał się, czy nie będzie musiał dzwonić po holownik.

Właśnie w tym miejscu widzę pierwsze wiosenne kwiaty w tym roku. Dywan z przebiśniegów pojawia się nagle i kwitnie wytrwale. Pomimo kolein i śmieci, pomimo przymrozków, na przekór wszystkiemu.

 

W pewnym sensie, taki właśnie był mój marzec. Drobne przebłyski radości rozświetlające codzienną szarość i chłód. Dyskretne oznaki wiosny pojawiające się szybko i znikające w mgnieniu oka. Końcówka sesji, mocno nieregularne wizyty na uczelni, poranki, kiedy tak strasznie nie chce się wstawać i w ogóle po co? Dwie sarny w lesie, piwo ze znajomymi, dobra książka, kawa, spotkanie z koleżanką, zakupy. Kilka wolnych dni, kilka słonecznych, kilka z niebem zaskakująco błękitnym.

I myśl, że jeśli kwiaty już kiełkują, wyrastają, kwitną, mimo zmarzniętej ziemi i resztek śniegu, jeżeli ptaki zaczynają śpiewać, mimo gniazd zimnych i nieszczelnych to również we mnie ta wiosna powinna budzić się do życia. I pytanie, czemu mam pod skórą to oczekiwanie, czemu cała jestem czekaniem i na co? Na wiosnę i słońce? Na coś, co mnie wyrwie z zimowego snu? Na kwiecień?

I nadzieja, że może budzić się będę nie jak kwiaty, krótko i intensywnie, ale jak drzewa – cierpliwie, wytrwale, z miękką pewnością, że nie zrobi mi nic ani chód, ani czas.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “O marcu 3/12

  1. Zazdroszczę, że macie parking. I że stać Cię na parkowanie – gdybym ja chciała sobie pojeehać samochodem na uczelnię, to taka wycieczka pewnie kosztowałaby mnie z 50 zł…
    Zawsze na coś czekamy – na wiosnę, na wakacje, na Święta. I można na to zjawisko patrzeć na bardzo różne sposoby, bo z jednej strony, to trochę frustrujące, że człowiek ciągle żyje w stanie oczekiwania, ale z drugiej… Gdybyśmy nie mieli żadnego celu przed sobą, byłoby to chyba jeszcze bardziej smutne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Parking to za dużo powiedziane. Właśnie dlatego parkuję pokątnie, że mnie na parkowanie płatne nie stać. I nostalgicznie wspominam okres, kiedy mogłam parkować za darmo 😛
      Fakt. Gdzieś czytałam, że to właśnie oczekiwanie jest tym, co na co dzień wyciąga nas z łóżka 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s