O mówieniu

received_10202716352988490.jpeg

Mam dziesięć lat i siedzę z rodzicami przy stole. Mamy gości, a ja jestem zdecydowanie za młoda, żeby uczestniczyć w rozmowie, zbyt mała, żeby dotykać stopami ziemi, ale za nic nie dałabym się stamtąd zabrać. Przysłuchuję się zwyczajnej wymianie zdań dorosłych przy kolacji, obserwuję kuchenno-stołową krzątaninę, dyskretnie sięgam po dokładkę ulubionych dań. A gdy już wszystko zostaje podane, mama przestaje wędrować między kuchnią a stołem, siada i zaczyna mówić. Stopniowo proporcje między wypowiadanymi przez wszystkich słowami zmieniają się, definicja dialogu zdaje się zacierać.

Mama opowiada, zawsze tak jest. Gestykuluje wyraźnie, moduluje głos, wraca myślami do podróży sprzed lat, różnych prac, których się imała, historii barwnych i frapujących. Ja słucham – właśnie po to siadam przy tym stole, na tym niewygodnym krześle, z którego moje stopy zwisają, niemal dotykając ziemi. Goście też słuchają. Milkną, zasłuchani i zapatrzeni, i nie ma znaczenia, ilu ich jest i jak długo u nas siedzą.

Kiedy miałam sześć, siedem lat (kiedy jeszcze nie byłam tak nieśmiała), potrafiłam przerwać jej czasem i prosić opowiedz, jak wieźliście pluszowego niedźwiedzia z Warszawy albo powiedz, jak płynęłaś do Argentyny. W wieku piętnastu lat będę przysłuchiwać się tym rozmowom ze swojego pokoju, przewracając zębami na myśl o tych wszystkich historiach, w których miałam okazję uczestniczyć i które zupełnie inaczej pamiętam.

Ale na razie opieram brodę na rękach i słucham.

 

Mam dwanaście lat, a w moim pokoju nie ma już za bardzo miejsca na książki. Głupia sprawa, w miejscu kazań na temat literatury, którą każdy szanujący się, inteligentny człowiek powinien przeczytać zaczynają pojawiać się sugestię, żebym wyszła na dwór. Co święta robię listę książek, które chciałabym dostać, rodzice uparcie kupują mi kosmetyki i ubrania. To nic – książki kupuję sobie sama. Kiedy rodzice sąsiadki opowiadają o jej szkole muzycznej, moja mama wtrąca mimochodem, że moją ukochaną książką jest Sto lat samotności i że już dawno przeczytałam Lalkę. W domu ściszonym głosem pyta tatę, czy ja mam w ogóle jakieś koleżanki.

Mam dwanaście lat i wrażenie, że nikt mnie nie słucha. Piszę opowiadania, które pokazuję koleżankom z klasy i które nikogo nie interesują (po latach okażą się okropne, jak wszystkie dziecięce historie, a wtedy ciężko będzie mi się im dziwić). Moje słowa zdają mi się przechodzić mutację, zdają się rozpoczynać ten pryszczaty, frustrujący okres dojrzewania, kiedy ciało nagle staje się inne i kompletnie się nas nie słucha. Wszystko, co mówię jest za poważne, przez co napotyka pełne niezrozumienia spojrzenia rówieśników albo podwórkowe i dziwnie układające się na języku, przez co sama nie czuję się z tym dobrze. Mówię aczkolwiek i spoko, mówię nihilizm i tentegować. Kiedy koleżanka po raz kolejny pyta się o znaczenie słowa, którego użyłam, rumienię się i jąkam, bo mam dwanaście lat i najbardziej na świecie chcę pasować do tych wszystkich ludzi. A i tak, kiedy się zapomnę, w miejscu zajebisty pojawia się eklektyczny, a mi brakuje słów i sił, żeby wyjaśnić, że naprawdę nie robię tego specjalnie.

 

Mam czternaście lat, nasz polonista właśnie wysłał opowiadanie mojej koleżanki na konkurs literacki. To krótki (trzystronicowy?) tekst o anoreksji – dziewczyna raczej nie jest anorektyczką, a tekst w ogóle mi się nie podoba. Potrzebujesz czasu, mówi mi polonista. Spróbuj pisać o czymś ze swojego życia, a ja nie będę potem pewna, czy tamto opowiadanie faktycznie jest średnie, czy może przemawia przeze mnie zazdrość. Mam za mało słów i za mało historii, nawet o anoreksję nie chciałby mnie posądzić nikt przy zdrowych zmysłach.

Chłopak, w którym jestem beznadziejnie zakochana mówi tak, że cała klasa milknie. Zawsze ma na języku jakieś kontrowersyjne zdanie, jest ateistą i wegetarianinem, na godzinie wychowawczej kłóci się z naszą nauczycielką o prawa człowieka i nigdy nie brakuje mu argumentów. Ma dziewczynę, której nazwiska za dobrze nie pamięta i bardzo niebieskie oczy. Siedzę z nim w jednej ławce, przez trzy lata podkrada mi wafle ryżowe, a myśl, że mogłabym wyznać mu miłość nawet nie przychodzi mi do głowy. Z resztą, dlaczego miałaby? Mam okulary, za duże martensy i za mało słów, przy nim zawsze mówię najwyżej jedną dziesiątą tego, co chciałabym powiedzieć.

Ma problemy z matematyką i chemią, czasem doprowadza mnie do szału, a za dwa lata i tak nie zda do następnej klasy, ale mówi tak, że wszyscy słuchają z szeroko otwartymi oczami, a ja nie wiem, czy bardziej się w nim kocham, czy bardziej mu tego zazdroszczę.

 

Mam szesnaście lat i piszę bloga, którego nikomu nie pokazuję. Zapełniam notesy cytatami, czytam coraz grubsze książki, a większość tego, co wychodzi z moich ust jest przesycone ironią. Kiedy mówię komplement, brzmi on sarkastycznie, ludzie unoszą brwi i uśmiechają się niepewnie, a ja nie umiem nic z tym zrobić, więc na wszelki wypadek przestaję mówić komplementy. Mam martensy i często przewracam oczami, a i tak (może właśnie dlatego) wyglądam, jakbym miała dwanaście lat.

Mam szesnaście lat i jest we mnie niepewne, przestraszone zwierzątko, ale słowa nie są już takie toporne i niedopasowane, i hey, it’s self-deprecating humor’s time. Opowiadam więc ludziom, jak wpadłam na drzwi i jak zaatakował mnie gołąb, jak się potknęłam i jak znowu zapomniałam zabrać ze sobą śniadanie, które wcześniej zrobiłam (brawo ja), a ludzie się śmieją. Nie jestem tylko pewna, czy śmieją się ze mnie, czy ze mną. Analizuję przed zaśnięciem każde słowo, które padło z moich ust i każdą reakcję słuchaczy.

 

Mam dwadzieścia cztery lata i jestem pijana. Właściwie, mam dwadzieścia cztery lata i czuję się pijana, choć przede mną stoi praktycznie nietknięte piwo. Nie sięgam po nie, nie mam za bardzo do tego głowy, bo właśnie jestem w połowie historii o tym, jak zakopałam się w błocie pod politechniką i jak musiałam dzwonić po lawetę. Mówię za głośno, powoli czuję, jak zdzieram sobie gardło i nie jestem pewna, czy gestykuluję, bo nie mam żadnej kontroli nad tym, co robię z rękami. Przerywam, kiedy spóźniony kolega szuka sobie krzesła, przesuwam się, żeby zrobić mu miejsce i czekam na zmianę tematu, która następuje zwykle, gdy przy stole pojawia się ktoś nowy. Tymczasem jest no i co zrobiłaś? i wpatrzone we mnie oczy. Uśmiecham się. Zrobiłam to, co w takiej sytuacji robi każda dorosła kobieta: zadzwoniłam do taty.

I moi znajomi się śmieją, i słuchają dalszego ciągu historii, i nie ma znaczenia, że jest ona pozbawiona pointy. To, co mówię naprawdę dałoby się zamknąć w słowach „zakopałam się w błocie pod politechniką i musiałam dzwonić po lawetę”, ale przecież nie o to chodzi. Lubię ludzi, z którymi rozmawiam, a oni lubię mnie i chyba faktycznie chcą mnie słuchać, a kiedy koleżanka kręci głową z niedowierzaniem i mówi ty to zawsze masz jakąś ciekawą historię do opowiedzenia, ja tłumaczę, że ze mnie po prostu gapa i śmieję się sama z siebie.

 

Mam dziesięć lat i dwanaście, i szesnaście, i dwadzieścia cztery, i przez większość czasu nie mówię połowy tego, co przychodzi mi do głowy albo żałuję dwudziestu procent z tego, co faktycznie mówię, stawiam przecinki w przypadkowych miejscach i czasem przed zaśnięciem przypominam sobie wymiany zdań, na wspomnienie własnej nieporadności czasem palą mnie policzki (no byłaś na początku trochę dziwna, siedziałaś i nic nie mówiłaś, usłyszałam miesiąc temu i dalej trochę mi głupio). Ale moje słowa są w końcu moje i nie mam co do tego wątpliwości nawet wtedy, gdy przez pół godziny wpatruję się w plik z pracą magisterską i nie piszę ani jednego słowa.

Mam dziesięć lat i dwanaście, i szesnaście, i dwadzieścia cztery, i dalej bywam żywą niezręcznością, ale czasami zdarza się, że ktoś opiera brodę na rękach i uważnie słucha tego, co mówię.

Reklamy

14 uwag do wpisu “O mówieniu

  1. ach, Wstążko!… piękne przepiękne słowa. nie wiem dlaczego wydaje mi się, że sporo odwagi kosztował ten tekst. i wzruszające jest jak z podziwiającego niezauważenie stałaś się podziwianym, ładnie się toczy Twoja historia.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję ślicznie 😀 Przyznam się, że był trudniejszy do pisania niż się spodziewałam – miała być krótka, lekka historia o tym, jak się na piwie śmiałam sama z siebie, ale wyszło na to, że moja klawiatura miała inne plany. I niechcący przypomniałam sobie rzeczy, o których od wieków nie myślałam, jak chociażby to moje dziecięce siedzenie i słuchanie.

      Polubienie

  2. Kurde, dziewczyno, jak Ty świetnie piszesz! Bardzo mi się podoba taka felietonowa forma Twojego bloga 😉

    Co do samego mówienia – bardzo ważna to czynność w życiu człowieka. Konstytuująca w sumie każdą relację. Ja uwielbiam rozmawiać, czy choćby tylko słuchać bądź opowiadać. U mnie dochodzi czasami do takiej skrajności, że kiedy ktoś choć przez chwilę milczy, rzucam nagle „opowiedz mi jakąś historią, no co tam u ciebie?”. Co w sumie chyba nie jest najlepszym pomysłem, bo milczenie przecież też jest w życiu potrzebne. Może to temat na jakiś następny wpis – „O ciszy” albo „O milczeniu” właśnie? Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kurcze, dziękuję! Też mi się ta forma podoba, chociaż się dziwę, że się w niej czasem odnajduję 😀

      Hm, chciałam pisać, że już o milczeniu pisałam, ale jak teraz patrzę, sporo u mnie o rozmowach czy słowach, a to milczenie trochę po macoszemu potraktowane. Także to bardzo dobry pomysł jest, powiem tobie 😀

      Polubienie

    1. Zawsze mam wrażenie, że ktoś, kto po raz pierwszy stwierdził, że „nie słowa się liczą, a czyny” kompletnie tych słów nie docenił. Starczy powtarzać komuś wystarczająco długo, że się do niczego nie nadaje i o żadnych czynach nie będzie mowy, bo ten ktoś nawet nie będzie się chciał ich podejmować. Na szczęście, w drugą stronę to również działa 😀

      Polubienie

  3. Potrafi być bardzo ujmująca taka pokraczność, konwencja brzyduli podoba mi się, oczywiście nie, żebym chciała przeżyć ją na własnej skórze, ale na scenariusz na film jak najbardziej 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s