O chemii 2

Zdjęcie stąd.

Zaskakująco często w odpowiedzi na informację, że studiuję na wydziale chemicznym, słyszę różne wariacje na temat nigdy nie rozumiałem chemii. Kiedyś mnie to odrobinę irytowało, potem bawiło, teraz raczej ciekawi – zastanawiam się, o czym myślą ludzie, kiedy słyszą o takich kierunkach.

Najprostsze skojarzenie to zajęcia z chemii w szkole: ciągi regułek, których do końca nikt nie tłumaczy (bo kiedy i jak, skoro to wszystko jest pewnego rodzaju uproszczeniem), eksperymenty oglądane na ekranie starego, szkolnego telewizora, szeregi równań, które wyglądają jak matematyczne, a jednak nie działają jak one i plączące się po głowie pytanie po co? Czasami ktoś przywoła z pamięci jakiś film, bajkę, zapomnianą produkcję sprzed lat czy kolejny odcinek CSI, który prawdopodobnie nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką. Widzę przezroczyste rurki, przez które przepływają kolorowe płyny, usłyszałam raz, coś bulgoce, coś dymi.

Łatwo jest zapomnieć o tym, że moje skojarzenia rzadko kiedy pokrywają się ze skojarzeniami tych, którzy nie mają z tą dziedziną nic wspólnego. To w sumie zabawne, jak łatwo zapomnieć, że pojęcie chromatograf naprawdę nie jest powszechnie używane, a budynek wydziału chemicznego Politechniki Gdańskiej to nie Dworzec Główny, na którym każdy przynajmniej raz w życiu był. Więc kiedy mówię no wiesz, połowa laboratoriów jest przecież w piwnicy, oczywistość tego stwierdzenia jest mocno subiektywna.

Chcę nauczyć się, jak pamiętać o tym wszystkim. Zacząć opowiadać o tym, że przywiązałam się do tego budynku, który na poręczach schodów ma zdobienia z pierwiastków chemicznych, w którym wciąż korzysta się z szafek i dygestoriów z poprzedniej epoki, którego numeracja sal wciąż potrafi doprowadzić mnie do białej gorączki. O tym, że naprawdę rzadko kiedy coś wybucha, w ciągu pięciu lat mojej nauki był tylko jeden pożar (gdzie szkody spowodował nie ogień, a spanikowani strażacy), ale za to do tego, że coś śmierdzi (zawsze) wszyscy dawno się już przyzwyczaili. Że eter pachnie jak dawno nieotwierana, babcina szafa i że ubrania przesiąkają nim równie szybko jak zapachem kulek na mole. Że studenta pierwszego roku można odróżnić od studenta piątego roku tym, że ten ostatni po kryjomu je w laboratorium kanapki i z lenistwa prawie nie używa rękawiczek. Że niektórzy prowadzący wyglądają jak zagubione dzieci i że czasem wystarczy wyglądać na kogoś, kto się śpieszy i ludzie z rozpędu zaczynają ci mówić dzień dobry. Że pukanie do gabinetów prawie zawsze jest bez sensu, bo większość z nich to laboratoria, w które ktoś wstawił tyle biurek, ile się dało i zawsze jest w nich zbyt głośno by usłyszeć pukanie. Że parkuję na bagnie, żeby oszczędzić i raz musiałam przez to dzwonić po lawetę. Że część moich znajomych ma, jakimś cudem, jeden fartuch od początku studiów, a ja kupuję nowy co pół roku, bo prędzej czy później coś wyżera w nim dziury i długopisy wypadają mi z kieszeni. Że czasami strasznie łatwo jest mi zgubić w pośpiechu to przywiązanie, tą fascynację, ten miękki uśmiech malujący się czasem na twarzy.

Może wszyscy powinniśmy częściej mówić o tym, co robimy na co dzień? Może łatwiej wtedy utrzymać w sobie to dziecko, które z szeroko otwartymi oczyma wpatruje się we wszystko, co je otacza?

Reklamy

16 uwag do wpisu “O chemii 2

  1. Fakt, też ciągle słyszałam, że chemia to kosmos tak samo jak fizyka, gdy ktoś mnie pytał o ulubione przedmioty w szkole, ale chyba po prostu miałam dobrych nauczycieli – tłumaczyli, eksperymenty były naoczne, często sami mogliśmy je wykonywać etc. I to na pewno trochę bardziej na mnie wpłynę, choć na pewno nie jest to nadal chemia, którą Ty poznałaś na swojej uczelni. To tylko fragment, prawie iluzja, że ma się jakieś pojęcie o chemii 😀

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Ja właśnie nie bardzo miałam eksperymenty w szkole i chemię traktowałam trochę bardziej „matematycznie” jako zestaw jakichś zagadek. Dopiero na studiach miałam okazję zrobić coś sama i nawet przez semestr miałam przedmiot, który spełnia wszystkie dziecięce marzenia o wlewaniu kolorowych rzeczy do innych kolorowych rzeczy i patrzeniu, co wyjdzie 😀

      Polubione przez 1 osoba

  2. Jak przyjemnie czytało się ten wpis! Rozbawił mnie fragment o kieszeniach i wypadających długopisach – ciekawie jest dowiedzieć się czegoś z życia osoby, która zajmuje się dziedziną zupełnie inną od tych „moich”. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję 😀 Powiem ci, że o fartuchy to ja toczę spory z kolegami ze studiów, bo niektórzy mają jeden fartuch, któremu nic się nie dzieje i uparcie twierdzą, że to nie wina fartucha, a moja. A ja się upieram, że to tylko chemia tak mnie lubi, że ze mną z labu wychodzi 😀

      Polubione przez 1 osoba

  3. To teraz pomyśl, co myśli i mówi każda osoba, której mówię, że skończyłam „diagnostykę molekularno-biochemiczną” 😀

    Nasz system edukacji ogólnie jest kiepski. W szkole nie lubiłam wielu przedmiotów, ze względu na nauczycieli, którzy go uczyli, albo ze względu na podstawę programową. Siedzisz w klasie, uczysz się tylko teorii, głównie liczenia. Jakiś rzeczy, które nie wiesz, czy ci się przydadzą.
    Fakt jest taki, że teorii zawsze trzeba się nauczyć. Bez niej ciężko przejść do praktyki. Na studiach też wolałam laboratoria od wykładów.
    Jednak w szkole nie było żadnych doświadczeń, żadnego ciekawego podejścia do nauczania. Niestety, czasem nauczyciel chce zrobić coś innego, ale z góry ustalony system i reguły mu na to nie pozwalają. Nasza edukacja kuleje, raczej nie widzę większych szans na jej poprawę.

    ilemanczyk.blogspot.com

    Polubione przez 2 ludzi

    1. O ja, nie wiem jak dla innych, ale dla mnie brzmi super 😀 Zwłaszcza, że nie słyszałam o takim kierunku.

      Znam ten ból. Teorii trzeba się nauczyć, owszem, ale czasem nauczyciele albo podręcznik ograniczają się do „tak jest, zapamiętaj” bez żadnego wyjaśnienia co i dlaczego. I żal mi wtedy, że to się właśnie tak odbywa.

      Co do nauczycieli to nawet nic nie mów 😀 Udzielam korepetycji dziewczynie, która jest w siódmej klasie i jest do przodu z materiałem z chemii (trzy tygodnie wałkują wiązania), więc mnie podpytuje np o to, czy są jeszcze jakieś inne rodzaje wiązań poza tymi, które są w książce. No i wychodzi na to, że powinnam w takich sytuacjach odpowiadać „nie interesuj się”, bo pani w szkole kazała mi przekazać, że mam jej nie mieszać w głowie. Kompletnie tego nie rozumiem, zwłaszcza, że dziewczyna ma właśnie przerabiany materiał w małym palcu i moje historie o rodnikach raczej tego nie zmienią…

      Polubienie

      1. Nie mieszać w głowie…co za podejście 😮 Przecież to świetnie, że interesuje się chemią! Właśnie w takim momencie, jak masz sygnał, że coś ciekawi ucznia, że pyta się o coś więcej, trzeba działać. Dobry nauczyciel to taki, który właśnie potrafi zaciekawić i wyczuć moment, kiedy ktoś przejawia zainteresowanie. I absolutnie nie może go ignorować, bo właśnie w taki sposób zabija wszelką chęć do nauki…
        Dobrze, że dziewczyna trafiła na ciebie, może ty jej pokażesz, że chemia jest ciekawa:)

        Polubione przez 1 osoba

        1. No nie? Ja wiem, że ciężko się uczy, jak się ma na głowie trzydziestkę dzieci o różnym poziomie zrozumienia tematem, ale czasem sama się dziewczyny pytam, czy jej się nie nudzi robienie ciągle tego samego zestawu poleceń bez konieczności myślenia. Bo aż nie mogę uwierzyć, jakie to nudne.
          Nie wiem, jak moje zdolności dydaktyczne, ale zastanawiam się, czy jej w maju nie porwać na Bałtycki Festiwal Nauki na swoją uczelnię 😀

          Polubienie

  4. ja chemię zawsze lubiłam i przychodziła mi z łatwością, ale tak sobie myślę, że każdy przedmiot w szkole mógłby tak wyglądać jeśli nauczyciel byłby odpowiedni
    przedmioty, których normalnie nie znosiłam jak matma, fizyka, niemiecki w niektórych latach bywały dla mnie proste i przyjemne za sprawą dobrego nauczyciela właśnie

    Polubione przez 1 osoba

    1. Całą szkołę moją traumą były fizyka i wf, bo nauczyciele. Część ćwiczeń, które obrzydziła mi wfistka, robię obecnie z własnej woli, do fizyki odrobinę się przekonałam na studiach.
      Ale, kurczę, żal mi czasem tego, jak dobra mogłabym być z fizyki, gdybym trafiła na innych nauczycieli…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s