O chorowaniu

d8da94d666f87cb83e20109bc686cdaa
Autor: yaoyaomva

Przypałętało się do mnie przeziębienie na tyle silne, by przetrzymać mnie w domu. To dosyć spory wyczyn, jeśli mam być szczera – gdzieś między bólem głowy nie pozwalającym się skupić i zbyt dramatycznym pytaniem czy tak wygląda umieranie?, policzyłam, że ostatni raz porządnie chora byłam w dwa tysiące piętnastym roku. Do lekarza zagnało mnie wtedy dopiero polecenie szefowej, od lekarza dostałam ochrzan i dwa antybiotyki, koniec końców i tak normalnie chodziłam na zajęcia.

Naprawdę, potrzebuję czasem przypomnienia, że nie jestem niezniszczalna.

Sęk w tym, że lubię tkwić w samym środku chaosu rzeczy do zrobienia. Lubię zawsze mieć zajęcie, przeplatać między sobą te wszystkie rzeczy, którymi można się zająć. Lubię pełne niedowierzania spojrzenie, gdy z rozmowy wychodzi, że po sesyjnej nauce, siedziałam wieczorami nad artykułem do napisania. Te okresy, gdy roboty nie jest ani za dużo, ani za mało i przez kilka godzin czy dni nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszystko ma swoje miejsce i czas, a świat dba o mnie. Wrażenie, że wszystko skrzy się w słońcu, a zakończenia nerwowe płoną od środka. To gnanie, zawsze skądś, zawsze dokądś, niekończące się toki myślowe i muzykę. Rozszerzający się wszechświat. Ten flow, który zakorzenił się pod skórą na długo przed tym, nim w ogóle poznałam to słowo.

Jestem w stanie (przeważnie) zidentyfikować zmęczenie, gdy na głowie mam za dużo nudnych wykładów i irytujących korepetycji i gdy nad głową ciągle wisi coś, czego robić nie chcę. Ale jak to zrobić, kiedy wszystkiego jest za mało, a ja ciągle chcę więcej? Tak piekielnie ciężko jest zostawić wtedy wszystko, oderwać się, gdy świat błyszczy się i skrzy. Myśli pędzą najszybciej właśnie wtedy, gdy zamknę oczy, pod skórą mam dziewczynkę, która jest głodna wszystkiego i strasznie ciężko przekonać ją, by poczekała do jutra. Dlatego właśnie potrzebuję przypomnienia, że nie mogę ciągle gnać, bo nie jestem niezniszczalna. Nie da się tego ciągnąć w nieskończoność, własny organizm przypomina mi subtelnie, ale wyraźnie. A ja jestem mu wdzięczna, naprawdę.

To dziwne uczucie. Między stertą zużytych chusteczek i opakowaniami leków, z nienawiścią do chorowania w ogóle, pod kocem, z bólem głowy, który nie pozwala się zbyt długo skupić. Właśnie wtedy jestem wdzięczna. Tak zwyczajnie.

Reklamy

8 uwag do wpisu “O chorowaniu

  1. Kobieta: Dam radę! Za chłopa uciągnę, za wołu uciągnę, dam radę, sama, ja sama! Będą mnie kochać i podziwiać, że taka silna, mądra, że dam radę! Podziwiasz mnie już?
    Organizm: Nie. [ w tym momencie daje temu wyraz zawieszając się dramatycznie, wywieszając komunikaty ‚ból głowy’ czy coś w podobie]
    Także wiesz – dobrze, że kobiece organizmy są rozsądne.
    [inhalacje z mięty i szałwii polecam 😉 ]

    Polubione przez 1 osoba

  2. O, temat dla mnie! Od tychodnia chodzę podziębiona, ale nie dla mnie koc i ciepła herbata. Niestety każde przeziębienie rozwala mi cały plan działania i wyklucza mnie z życia, dlatego, jeśli tylko nie mam czterdziestu stopni gorączki, to staram się dotrwać do weekendu na aspirynie i jakichś domowych specyfikach, Tak więc wiem, co czujesz. Zdrowia życzę!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s