O skali

original-21952-1430135898-9

Wszyscy ludzie piszą. Większość o tym nie wie. Pisanie odbywa się w nas, kiedy żyjemy. Kiedy człowiek pisze, nie jest nikim szczególnym, ale pisząc, jest sobą bardziej niż w jakiejkolwiek innej sytuacji. Pisanie odbywa się nieprzerwanie. Stawianie liter na papierze jest męczące. To jak ze snami. Wiadomo, że kiedy się je zapisuje, przemieniają się. Ale bardziej nie można się zbliżyć.

Jakaś część mnie tęskni do drobiazgów, jednocześnie śniąc o rozmachu. Te rzadkie, rzadkie wieczory i popołudnia, kiedy mam czas na to, by zwinąć się z książką na kanapie są dobre. Znacznie dłuższe okresy, kiedy balansuję na linię między obowiązkami a rzeczami do zrobienia, również bywają dobre. Ale coś pod skórą wzdryga się na myśl o kolejnym przejściu pomiędzy tymi stanami. Coś, co jest rozkojarzone, zbudowane z półzdań i półemocji, każe potrząsać głową i zapatrywać się w przestrzeń. Coś ma problem ze złapaniem ostrości, prawie jak dobry aparat w rękach kiepskiego fotografa.

W skali makro jest politechnika, są znajomi, korepetycje, wizyta u lekarza i myśl o tym, by zacząć się uczyć norweskiego. Jest uśmiech, bo kocham to gnanie, myśl, że mam coś w miarę nowego czy ciekawego do zrobienia. Jest dużo momentów, kiedy mam wrażenie, że świat wymyka mi się z rąk i kilka takich, kiedy z ciepłą, pochodzącą od wewnątrz satysfakcją mogę powiedzieć sobie zrobiłam, udało mi się. Jest myśl, że świat pędzi na łeb, na szyję. Jest też wrażenie, że jestem utkana z cudzych anegdot i języków – rodzina, znajomi, ludzie z uczelni, ludzie, z którymi studiuję to odrębne światy, odrębne języki, odrębne wszystko. Pilnuję siebie, by nie mówić habeta w miejscu habilitacji, bo zbyt łatwo przesiąkam cudzymi językami, nakreślam szybkie opisy tego, co u mnie słychać (z wiecznym poczuciem, że się powtarzam lub że mylę rzeczy powiedziane z tymi, o których dopiero planowałam wspomnieć), mówię o czytanej właśnie książce tym, których nie zainteresuje oznaczanie rtęci w próbkach gleby, mówię o sprawozdaniach i kolokwiach tym, którzy nie chcieliby słuchać literaturze, znajomym opowiadam o filmach, uczelnianych plotkach i zakupach, na które nie mam czasu pójść, a rodzicom, jako że moje studia nie interesują ich wcale, opowiadam o ludziach.

W skali mikro jest jaśminowa herbata z rozmarynem pita w całkiem niezłej kawiarni. Jest książka, którą czytam powoli, bo bardzo nie chcę, by się skończyła. Jest muzyka, melancholijna ścieżka dźwiękowa, która wchodzi między samochodowe fotele i która rozmazuje się na szybach. Jest, a raczej bywa, pragnienie, by wtulić się w kogoś, kogokolwiek, bo zimny ranek i senność, i tak strasznie nie chce się wstawać. Jest wschód słońca z jego niesamowitą paletą róży, oranży i fioletów na szarym płótnie nieba. Aloes, który kupiłam i który własnie czeka na przesadzenie. Książki czekające na przeczytanie. Nadchodzące egzaminy. Owoce z kruszonką. Teatr muzyczny.

Jest małe życie, które składa się z poszarpanych, a następnie posklejanych w całość kawałków.

 

Reklamy

10 uwag do wpisu “O skali

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s