O trwaniu

alex-norris-webcomic-name-comics-12

Cienka kreska księżyca przypomina linię ust kogoś, kto uśmiecha się krzywo, zaciskając zęby. Zerkam na nią i próbuję sobie przypomnieć, kto powiedział, że o trzeciej w nocy na wszystko jest za późno i za wcześnie (parę dni później sprawdzę i okaże się, że to Sartre, a ja nie skojarzyłam go, bo w tej myśli skrywa się dziwnie optymistyczna, niepasująca do niego sugestia, że są godziny, kiedy nie jest ani za późno, ani za wcześnie). Zerkam na ten nieszczęsny księżyc, jadąc na uczelnię, zerkam z samochodu, który zdaje się tonąć we mgle i jedyna myśl, która jest w stanie utrzymać się w głowie to jest za wcześnie, dużo, dużo za wcześnie. Kiedy wracam, płonąca czerwienią kula słońca wygląda jak rekwizyt ze starego filmu katastroficznego, a ja zastanawiam się, czy to nie znak, że jest za późno. Czy to ostatni, przegapiony i zignorowany omen, dowód na to, że cały świat zniknie, imploduje, zapadnie się w sobie?

Wróciłam na uczelnię i czuję się tam trochę, jakbym nie wróciła do końca – jak cudzoziemka, jak ktoś, kto wraca do kraju, z którego nie wyjeżdżał. Wróciłam do korepetycji i mam wrażenie, że mam mniej cierpliwości niż zazwyczaj, i nie lubię siebie za tę podszytą irytacją niecierpliwość. Wróciłam do miękkich swetrów i wydawania za dużo. Wróciłam do tej piosenki, snucia się po domu i czekania na coś, co się nie wydarzy. Wróciłam do śnienia o końcach świata.

Jestem zmęczona przeczuwaniem katastrof. Mam pod skórą poczucie, że gdzieś tam jest niewyłączone żelazko, przez które cały świat stanie w płomieniach i nie wiem, czy gdzieś jest jakiś punkt zapalny, czy wszystkie topornie nieprzyjemne myśli przychodzą kiedy i jak chcą, latem lub jesienią, w dni słoneczne lub mgliste. I tęsknię okropnie za tym dziwnym, wplecionym między tkanki i mięśnie, podskórnym przekonaniem, że wszystko będzie dobrze. I zerkam co chwilę na telefon, czekając na sygnał wiadomości, wmawiając sobie, że nie czekam, i nie wiem, czy jestem zła, bo wiadomość nie przychodzi, czy dlatego, że na nią w ogóle czekam. I układam w myśli, co powiem, gdy się z kimś spotkam czy zadzwonię, jak się wyżalę, bo to przecież pomaga i jak mnie ktoś znowu przekona, że żadnego końca świata nie będzie (innego końca świata nie będzie?), ale słowa grzęzną w gardle. A ja wiem, że nie zadzwonię, bo sama sobie wydaję się mała i nieznacząca, bo nie ma problemów, które da się nazwać i jakoś sensownie sprecyzować,

bo tylko to niewyłączone żelazko, uporczywa myśl, że jest za późno za wcześnie. Na co?

 

Reklamy

20 uwag do wpisu “O trwaniu

  1. Zadzwoń. Choćby temu, że nie jesteś nieznacząca. Poza tym nawet jeżeli problemu nie da się sprecyzować, to nie znaczy, że nie istnieje. A czasem wystarczy czyjś głos, lub spotkanie wynikające z telefonicznej rozmowy.

    Można również dosłownie potraktować słowa poety:
    „Zawsze zostaje ta możliwość: z wnętrza
    wyjść na ulicę, której perspektywa wietrzna
    i brązowa ukoi twój wzrok szeregami
    drzew, blaskiem kałuż, samym maszerowaniem.”

    W międzyczasie zaś, sięgnij proszę po po Muminki i opowiadanie „O Filifionce która wierzyła w katastrofy ” (do znalezienia również na Internecie). Może akurat bohaterka przypadnie Ci do gustu i poprawi humor.

    Zaś same katastrofy istnieją, ale nie da się żyć przewidując co się może potencjalnie wydarzyć. Można oczywiście zachować jako takie BHP, ale nic ponad to.

    Jeżeli zaś mimo wszystko jest źle, to (zachowując zasady bezpieczeństwa), można spróbować pocieszyć się kubkiem gorącej czekolady i spróbować uwierzyć, że będzie dobrze. No bo będzie.

    Trzymaj się!

    Polubione przez 2 ludzi

      1. z ciekawości przeczytałam o Filifionce…
        autorka pięknie opisała problem zamartwiania się i tak to poetycko ujęła…
        współczułam Filifonce nękanej czarnymi wizjami. ale chyba najbardziej dramatyczne było jak to wprowadzona w błąd przez kogoś wprowadziła się do okropnego domu. było tam nieprzytulnie i nieprzyjemnie ale nie chciała tego odwołać gdyż „napisała już całej rodzinie że się przeprowadza i nie chciała wyjść na zbzikowaną”.
        dało mi to jakoś bardzo do myślenia…a więc Filifionka widziała że jest tam okropnie i podejrzewała że będzie się tam źle czuć…czyli intuicja jej nie myliła na początku…

        Polubione przez 2 ludzi

  2. dla mnie intuicja to taki nagły przebłysk który nam mówi o czymś z absolutną, niezachwianą pewnością. to trwa przez moment – i znika. Nie podaje racjonalnych argumentów.
    To czasem rzeczywiście takie uczucie przytulności (lub jej braku) w brzuchu…
    Jeśli pójdziemy za głosem intuicji to nie znaczy że nie będziemy mieć nigdy żadnych trudności.
    Znaczy to jednak że dana sytuacja będzie dobra dla nas. że będziemy się tam dobrze czuć.
    a czy nie o to właśnie chodzi? przynajmniej ja to tak rozumiem.

    Polubione przez 1 osoba

  3. przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl.
    My dzisiaj w XXI wieku zatraciliśmy w ogóle kontakt ze swoim sercem. Staliśmy się ludźmi kierującymi się we wszystkim rozumem, wszystko analizujemy używając racjonalnych argumentów.
    Często dzieje się to pod wpływem rodziców. Widząc że mają wrażliwe, uczuciowe dziecko taki rodzic myśli sobie – ono zginie w życiu, nie poradzi sobie, zjedzą je. Niby w dobrej wierze zaczyna zwalczać tę (jego zdaniem) nadmierną emocjonalność mówiąc – nie przesadzaj! nie ma się o co złościć! z czego tak się cieszysz?! daj już spokój! myśl logicznie! weź to co się opłaca!

    Kończy się to tym że dziecko przestaje słuchać swojego serca i tłamsi wszelkie uczucia.
    A przecież uważam że niektórych ludzi (nie wiem czy wszystkich) Matka Natura nie bez powodu wyposażyła w wielką emocjonalność – to ma być ich drogowskaz życiowy a nie przeszkoda…
    Nie chodzi o to żeby w ogóle odrzucać rozum. Rozum też jest nam potrzebny. Ale zamykanie uczuć w klatce i zupełne niesłuchanie ich może się źle skończyć. Albo staniemy się niczym automatycznie funkcjonujący robot albo pewnego dnia te uczucia po prostu wylezą z tej klatki…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s