O słowach

tatu

Czasami spotykam się z kimś, kogo znam od wieków i wyłapuję spomiędzy jego słów obce frazy. Nie wiem, czy nasłuchuję ich ciągle, podświadomie analizując to, co słyszę, czy może obce nuty w dobrze znanej linii melodycznej każą zatrzymać się i wsłuchać w konkretną wypowiedź. Grunt, że jest w tym coś z tego zwierzęcego odruchu, który każe psom obwąchiwać ubrania i dłonie właścicieli w poszukiwaniu innych miejsc i zwierząt.

Różne są te słowa. Czasem wplatają się one w infrastrukturę zdań miękko i bez wysiłku, sprawiają wrażenie, jakby tkwiły w słowniku danej osoby od dawna, od zawsze – używane, lecz z jakiegoś powodu niezauważone lub dotąd przyczajone, wyczekujące na moment, kiedy usta nauczą się je wymawiać tak, jak chciałyby być wymawiane. Są też frazy, które budzą we mnie sprzeciw, wywołują skojarzenia z porysowaną płytą i dźwiękiem, który pojawia się tam, gdzie nie miało go być. Słowa, które bardziej odczuwam niż słyszę, przez które coś pod moją skórą kuli się i krzywi, a ja nie wiem, czy to przez moją niezgodę na tę zmianę, czy przez dysonans, który odczuwałabym również, słysząc z ust poważnej, słownikowo konserwatywnej osoby słowo elo. Ale niektóre wyrażenia budzą mój uśmiech, bo dostrzegam w nich innych ludzi, widzę w nich znajomych ze studiów, współpracowników, nowego chłopaka, czasem samą siebie – i to są słowa, która przedostają się na listy najczęściej używanych wyrażeń ukradkiem, przeciekają do nich w czasie dziesiątek odbywanych rozmów, przywodzą na myśl wspólnie spędzone chwile.

Ciekawa jestem czasem, czy ktokolwiek przygląda się tak mojemu słownictwu. Wydaje mi się, że słychać w nim mnie, moje ukochane książki, melodie najczęściej słuchanych piosenek, a także wszystkich ludzi, którzy są lub byli dla mnie ważni. Są słowa, które wymawiam czasem i rozpoznaję jako niemoje, o których wiem, że przychodzą mi do głowy ze względu na skojarzenie z inspirującymi mnie w jakiś sposób rzeczami i osobami. Są też takie, których pochodzenie zatarło się w pamięci – może krążą w żyłach od pokoleń lub przejęłam je już w czasie nauki mówienia, może są echem innych żyć i innych miejsc. Takie, które pchają mi się do ust, gdy jestem zdenerwowana (każąc zastanawiać się w duchu, czy jest jakiś maksymalny limit powtórzeń słowa generalnie i ile razy już go przekroczyłam), takie, których nie wypowiadam nigdy na głos, a jedynie piszę i takie, które podobno plączą się między językiem a podniebieniem zawsze wtedy, gdy jestem koszmarnie zmęczona lub lekko pijana (dlaczego?).

Zastanawiam się czasem, ile jest rodzajów słów, które wypowiadamy.

Reklamy

24 uwagi do wpisu “O słowach

  1. Pięknie powiedziane (a raczej napisane) 🙂 chyba cali jesteśmy zbudowano z cegiełek pochodzących od innych osób, tych, które nas wychowywały, tych które nas inspirowały, tych które przypadkowo spotkaliśmy i zamieniliśmy z nimi czasem tylko jedno słowo, przeczytanych książek, filmów, wizyt w roznych miejscach. Wszystko to tworzy całość jaką jesteśmy my sami i cały czas podlega zmianie, rozwojowi. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Czasem zaś, przyplącze się słowo, którego dawno się nie słyszało. Które towarzyszyło człowiekowi przez dzieciństwo, potem zaś wyszło z użycia. Na przykład mątewka. Innym razem, okaże się, że słowa które były dla nas naturalne, stanowią egzotykę dla większości. Tak jest z moim chodzeniem „na pole”.

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s