O tym, bez czego byłoby mnie mniej

18888553_448890782145058_6325800233536061440_n

Miałam napisać coś zupełnie innego, naprawdę. Miałam pisać o maju, skrobnąć (wystukać?) tekst przemyślany i oparty na pewnym schemacie, ale stałam zbyt długo pod prysznicem, spod kafelków i spomiędzy żeli pod prysznic zaczęły wychodzić słowa i okazało się, że nie mam na to najmniejszych szans. Bo nie przyszedł do mnie ani maj, ani żadne podsumowania. Przyszło do mnie wspomnienie blogowego tekstu, który czytałam miesiąc czy może kwartał temu i którego autora w ogóle nie pamiętam (jak ktoś będzie miał jakieś skojarzenia, chętnie przyjmę i podlinkuję). A konkretniej: przyszło mi do głowy zdanie bez czego byłoby mnie mniej. 

Pisałam już o tym, że czasem dogania mnie jakieś zdanie, szarpie za rękaw i dopomina się o uwagę. Po prostu to, co wydaje się być początkowo fajnym zabiegiem literackim czy przyjemnym pomysłem na tekst, odkłada się w głowie i czeka na dogodny moment. A potem, w odpowiedniej dla siebie chwili, nachyla się nad moim uchem i pyta bez czego byłoby cię mniej, dziewczynko? Jedyne, co mogę zrobić to zapatrzeć się w swoje odbicie i powiedzieć no właśnie? bez czego?

Czasami odpowiedź na to pytanie przychodzi bez trudu, bo mam w głowie całą listę cech, na których mogłabym oprzeć swoje jestestwo. Powiedziałabym wtedy, bez najmniejszego wahania, że bez ciekawości, obowiązkowości, bez tego, co może kiedyś mnie zabije, ale na razie każe iść do przodu i zaglądać za każdy możliwy róg. Czasem na to pytanie nie ma żadnej odpowiedzi, bo cała jestem wahaniem, niezdecydowanym przestępowaniem z nogi na nogę. Wtedy nawet nie ma sensu zaczynać wypowiedzi, bo najlepszym adwokatem diabła jestem tylko w rozmowach z samą sobą, na każde prawdopodobnie przypada dwanaście z drugiej strony i nie ma sensu pytać mnie nawet o ulubiony kolor. Czasem po prostu jestem lękiem i poszukiwania tego, bez czego byłoby mnie mniej sprowadzają się do pytania o to, czy mogę uznać lęk za część siebie. Czy to jest coś, co mi się przydarza, czy coś co jest we mnie? Czy wynika on z budowy moich toków rozumowania, czy moje myśli zbudowane są na fundamencie z lęków i niepokoi? Czasami mam pod skórą to ciepłe uczucie, które nie jest przeciwieństwem lęku (które potrafi z nim, jakimś cudem, współistnieć), a które przekonuje mnie, że mogę być wszystkim, czym tylko chcę i nie muszę wybierać, bo cały świat to wielka patchworkowa narzuta, której nie powinno się oglądać przez pryzmat czerni i bieli.

Lubię to uczucie. Lubię te dni, kiedy moje myśli nie próbują zamykać się w tych ramach, kiedy potrafię zaakceptować fakt, że jest we mnie ta bezlitosna konsekwencja, którą podziwia moja mama, a która mówi będę to robić i od razu rusza z miejsca, a obok niej mieszka mała dziewczynka, która mówi będę dorosła jutro, teraz popatrzmy na chmury. Cieszą mnie dni, kiedy wiem, że życia przeżywane w sposób konsekwentny podziwiam tak, jak podziwiam minimalistyczne mieszkania i wielkie samochody – z oddali, z podziwem dla ich estetyki i świadomością, że w ogóle się w nich nie odnajduję.

Może to jest odpowiedź na to pytanie? Może cały ten post jest, w gruncie rzeczy, odpowiedzią na pytanie bez czego byłoby mnie mniej? A jedyna odpowiedź, której mogę udzielić brzmi: byłoby mnie mniej bez tych toków myślowych wydarzających się bez widocznej przyczynowości i konsekwencji, bez tych toków myślowych, które są intuicyjne i podskórne, mięsiste, emocjonalne, na pewno nie chłodno analityczne. Które się wydarzają we mnie, które są mną niezależnie od tego, czy próbuję odseparować się od nich i podejmować decyzje, kierując się logiką, czy też zamykam oczy i ufam im, zwyczajnie i bez fanfar. Którym się boję ufać, bo wydają się być nieracjonalne i zdecydowanie zbyt intuicyjne, a które – jeśli udaje mi się im zaufać – wkładają mi w ręce dokładnie to, czego potrzebuję. Które nie mieszczą się w żadnych słowach, co wydaje się mnie (zakochanej w idei słów chyba od przedszkola) fantastycznym, kosmicznym żartem świata, który czasem kocham, kocham z całego serca. Które są mną, tak zwyczajnie i po prostu.

Bez czego byłoby was mniej?

Reklamy

10 thoughts on “O tym, bez czego byłoby mnie mniej

  1. Ja nie wiem, ja ciągle testuję… Czasem mi się wydaje, że jest mnie mniej przy ludziach, a potem spotykam kogoś, kto sprawia, że czuję, że żyję. Czasem myślę, że jest mnie więcej kiedy robię przetwory i pracuję fizycznie, a potem coś w tej mojej biurowej pracy mi się uda i czuję satysfakcję. Skąd ja mam wiedzieć, która z tych mnie to ta prawdziwa ja? Czy w ogóle któraś z nich jest prawdziwa? Której z nich ma być więcej a której mniej?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Może chodzi o to, że byłoby cię mniej, gdybyś z części z tych rzeczy zrezygnowała i starała się być tylko jedną z tych wersji? Bycie „okrakiem na barykadzie” ma całkiem sporo zalet 😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s